Noc z trzydziestego piątego na trzydziesty szósty dzień pory deszczowej nie należała do najspokojniejszych.
Młody lew wyratowany przez dwójkę przyjaciół budził się kilka razy krzycząc pojedyncze słowa. Najczęściej padały jednak rangi królewskie i poszczególne rodzaje terenów geograficznych krain typowo północnych, co wzbudzało nie lada niepokój w dwójce opiekujących się półprzytomnym lwiakiem. Dochodzili do wniosku, że może być on kimś z wysoką rangą w jednym ze Zjednoczonych Królestw Północy, a jeżeli było on następcą tronu, być może niezwykle rozkapryszonym dzieciakiem nieuniknione, że powinni jak najszybciej się go pozbyć. Takie przynajmniej było zdanie Choia.
Kisasi uważał jednak, że chociażby mieli przetrzymywać go siłą, a lwiak okazałby się kimś wysoko ustawionym w jakimkolwiek królestwie, tym bardziej powinien zostać u nich dopóki nie wyzdrowieje. Nie mieli złych zamiarów, tym bardziej jeżeli młodzik przebudziłby się i pozostał u nich jeszcze na jakiś czas, mógłby zafundować im pewne przywileje w królestwie z którego pochodzi. Nieco okrutne, za to jakie zyskowne.
Wszystko stało się jeszcze bardziej skomplikowane, kiedy szary nastolatek otworzył swe oczęta, nieco przed świtem następnego dnia.
Zaczerpnął powietrza tak desperacko i głośno, że zbudził tym drzemającego na warcie Choia. Kiedy lew wszedł do jaskini, nastoletni utopek leżał na grzbiecie, trzęsąc się, a z jego oczu toczyły się łzy.
Lew przerażony na dobre, rzucił się do śpiącego niedaleko jasnego kłębka, uderzając go gwałtownie łapą. Kisasi, warknął jedynie, doszło do niego co właśnie się stało, kiedy Choi machnął głową w kierunku szarego, który dalej nie odwrócił wzroku od sklepienia groty. Kisasi natychmiast poderwał się do góry, spoglądając nerwowo to na przyjaciela, to na przebudzonego nastolatka.
Starszy lew podszedł kilka kroków do przodu, zachowując jednak bezpieczny odstęp. Jasny nastolatek poczłapał kilka kroków za nim, jednak kiedy szare oczy, wbiły w nich swoje (jeszcze bardziej) przerażone spojrzenie, obaj zatrzymali się, wpatrując w oblicze nastolatka, którego lekko rozwarty pysk i szybki, urywany oddech, wskazywały na to, że jest on w ostrym szoku.
Choi zaczął żałować, że jest najstarszy z całego otoczenia, co wskazywało na to, że powinien przejąć pałeczkę i uspokoić przebudzonego lwa. Odetchnął głęboko i zrobił jedne krok do przodu.
-Wszystko w porządku. Jesteś bezpieczny, nie zrobimy ci krzywdy.-Uszy szarego lwiaka natychmiast zastrzygły, odwracając się w stronę głosu, a sam lwi podrostek przekręcił gwałtownie głowę, świdrującym spojrzeniem badając dwie obce sylwetki. Z jego wielkich oczu, powoli wydobywały się srebrzyste łzy, znacząc ślady na jego policzkach.-Jak się czujesz? Leżysz u nas kilka dni, ostatnio bardzo gorączkowa..
-Nie wiem-cichy szept wydobył się z jego pyska, a oczy lwa napełniły się jeszcze większym lękiem. Brwi Choia drgnęły nieznacznie do góry.
-Czego nie wiesz?
-Nie wiem.-Lew pokręcił przecząco głową, a jego lekko rozwarty pysk zaczął drgać.-Nie wiem niczego. Nie wiem.-lewek jak w obłędzie zaczął się powtarzać, a jego ciałem wstrząsnęły tysiące dreszczów. Kisasi posłał starszemu lwu znaczące spojrzenie, po czym obaj zgodnie kiwnęli głowami, podchodząc bliżej przybysza. Ten natychmiastowo odepchnął się łapami od ziemi, odsuwając od zbliżających się postaci, ostrzegawczo jeżąc sierść na karku
-Hej, spokojnie! Jesteś osłabiony, znaleźliśmy cię w rzece, jesteś u nas ponad trzy dni, gdybyśmy chcieli zrobić ci krzywdę, zrobilibyśmy to już dawno, lub w ogóle nie targali cię tu ze sobą. Z resztą czy my wyglądamy ci na jakiś kryminalistów? Nastoletni-badass i wyrośnięty włóczykij?-Zażartował Kisasi w celu rozluźnienia atmosfery, jednak przebudzonego lwiaka zbyt nurtowała wieść o tym, że został znaleziony w rzece kilka dni temu, żeby przywiązać jakąkolwiek wagę do reszty wypowiedzi jasnego lwiaka. Siedział oparty grzbietem o kamienną ścianę, ze wzrokiem tępo wbitym w posadzkę. Czuł się... Po prostu bezsilny. Mogli tak naprawdę powiedzieć mu wszystko, jakieś bzdury, byleby go później wykorzystać.
A on sam czuł się źle z tym, że może tak myśleć o zupełnie niewinnych lwach, które mogły uratować mu życie.
Spojrzał na pyski obu samców. Biło od nich można by powiedzieć, pewnego rodzaju współczucie, dlatego lewek choć nieco naiwnie, zdecydował się im uwierzyć.
-Nie mam pojęcia dlaczego to robię, ale wierzę, że nie macie złych zamiarów.-dodał po chwili, wbijając wzrok w ziemię. Pysk Kisasiego rozpromienił się w uśmiechu.
-I to rozumiem! Nazywam się Kisasi, a to jest Choi, mój przyjaciel. Jesteś pewnie głodny, co?
Wszystko stało się jeszcze bardziej skomplikowane, kiedy szary nastolatek otworzył swe oczęta, nieco przed świtem następnego dnia.
Zaczerpnął powietrza tak desperacko i głośno, że zbudził tym drzemającego na warcie Choia. Kiedy lew wszedł do jaskini, nastoletni utopek leżał na grzbiecie, trzęsąc się, a z jego oczu toczyły się łzy.
Lew przerażony na dobre, rzucił się do śpiącego niedaleko jasnego kłębka, uderzając go gwałtownie łapą. Kisasi, warknął jedynie, doszło do niego co właśnie się stało, kiedy Choi machnął głową w kierunku szarego, który dalej nie odwrócił wzroku od sklepienia groty. Kisasi natychmiast poderwał się do góry, spoglądając nerwowo to na przyjaciela, to na przebudzonego nastolatka.
Starszy lew podszedł kilka kroków do przodu, zachowując jednak bezpieczny odstęp. Jasny nastolatek poczłapał kilka kroków za nim, jednak kiedy szare oczy, wbiły w nich swoje (jeszcze bardziej) przerażone spojrzenie, obaj zatrzymali się, wpatrując w oblicze nastolatka, którego lekko rozwarty pysk i szybki, urywany oddech, wskazywały na to, że jest on w ostrym szoku.
Choi zaczął żałować, że jest najstarszy z całego otoczenia, co wskazywało na to, że powinien przejąć pałeczkę i uspokoić przebudzonego lwa. Odetchnął głęboko i zrobił jedne krok do przodu.
-Wszystko w porządku. Jesteś bezpieczny, nie zrobimy ci krzywdy.-Uszy szarego lwiaka natychmiast zastrzygły, odwracając się w stronę głosu, a sam lwi podrostek przekręcił gwałtownie głowę, świdrującym spojrzeniem badając dwie obce sylwetki. Z jego wielkich oczu, powoli wydobywały się srebrzyste łzy, znacząc ślady na jego policzkach.-Jak się czujesz? Leżysz u nas kilka dni, ostatnio bardzo gorączkowa..
-Nie wiem-cichy szept wydobył się z jego pyska, a oczy lwa napełniły się jeszcze większym lękiem. Brwi Choia drgnęły nieznacznie do góry.
-Czego nie wiesz?
-Nie wiem.-Lew pokręcił przecząco głową, a jego lekko rozwarty pysk zaczął drgać.-Nie wiem niczego. Nie wiem.-lewek jak w obłędzie zaczął się powtarzać, a jego ciałem wstrząsnęły tysiące dreszczów. Kisasi posłał starszemu lwu znaczące spojrzenie, po czym obaj zgodnie kiwnęli głowami, podchodząc bliżej przybysza. Ten natychmiastowo odepchnął się łapami od ziemi, odsuwając od zbliżających się postaci, ostrzegawczo jeżąc sierść na karku
-Hej, spokojnie! Jesteś osłabiony, znaleźliśmy cię w rzece, jesteś u nas ponad trzy dni, gdybyśmy chcieli zrobić ci krzywdę, zrobilibyśmy to już dawno, lub w ogóle nie targali cię tu ze sobą. Z resztą czy my wyglądamy ci na jakiś kryminalistów? Nastoletni-badass i wyrośnięty włóczykij?-Zażartował Kisasi w celu rozluźnienia atmosfery, jednak przebudzonego lwiaka zbyt nurtowała wieść o tym, że został znaleziony w rzece kilka dni temu, żeby przywiązać jakąkolwiek wagę do reszty wypowiedzi jasnego lwiaka. Siedział oparty grzbietem o kamienną ścianę, ze wzrokiem tępo wbitym w posadzkę. Czuł się... Po prostu bezsilny. Mogli tak naprawdę powiedzieć mu wszystko, jakieś bzdury, byleby go później wykorzystać.
A on sam czuł się źle z tym, że może tak myśleć o zupełnie niewinnych lwach, które mogły uratować mu życie.
Spojrzał na pyski obu samców. Biło od nich można by powiedzieć, pewnego rodzaju współczucie, dlatego lewek choć nieco naiwnie, zdecydował się im uwierzyć.
-Nie mam pojęcia dlaczego to robię, ale wierzę, że nie macie złych zamiarów.-dodał po chwili, wbijając wzrok w ziemię. Pysk Kisasiego rozpromienił się w uśmiechu.
-I to rozumiem! Nazywam się Kisasi, a to jest Choi, mój przyjaciel. Jesteś pewnie głodny, co?
Reszta dnia była dla nowego lwa prawdziwą katorgą.
Brak jakiejkolwiek podstawowej wiedzy o swojej osobie był bardzo przytłaczający. Na tyle, że nawet nie potrafił stwierdzić, czy jest to faktycznie skutkiem jakiegoś nieszczęścia, czy stanowi to rzecz absolutnie normalną. Może budzi się codziennie, tylko po prostu o tym zapomina? Może to całkowicie normalne?
Coś jednak podpowiadało mu, że nie.
Może fakt, że te dwa nowo poznane lwy pamiętały ze swojego życia naprawdę wiele, znały się na podstawach medycyny i potrafiły polować. A on? On nawet nie wiedział czy potrafi. Nie pamiętał.
Nie pamiętał imienia, nie pamiętał dlaczego w ogóle stracił przytomność, nie pamiętał nic. Włączając w to swój wygląd. Doskonale zapadł mu przed oczami lekko zakłopotane i rozbawione spojrzenie tego jasnego nastolatka, gdy spytał się go jaki ma kolor oczu. Odetchnął z ulgą, gdy ten potwierdził jego słowa, że posiada szare.
Po spożytym posiłku, dostał zalecenie od tego starszego, Choia, aby odpoczywać dużo i spać. Albo starać się myśleć o czymkolwiek. Może to przywróciłoby jakiekolwiek wspomnienie.
A najlepiej, żeby wszystko o czym tylko pomyśli im mówił.
I faktycznie, gdy tak leżał, wpatrując się w tańczące języki ognia, wprawił oba samce w ogromne osłupienie, gdy wymienił szczegółowe właściwości poszczególnych gatunków drzew nadających się do rozpalenia ogniska. Nie miał też najmniejszego problemu ze wskazaniem godziny przy pomocy słońca, jednak jeśli chodzi o jakiekolwiek fakty, młodziak nie był w stanie wydusić z siebie ani jednego słowa. Było to o tyle kłopotliwe, że nawet nie wiedział w jaki sposób mógłby zabrać się za przywracanie wspomnień. Leżał więc wpatrując się w wirujące płomyki, nerwowo liżące suche gałązki, usiłując skupić na nich całą uwagę.
Momentami pomagało, w jego umyśle tliła się jakaś pojedyncza myśl, szeptem pobudzając nastolatka do podążania za nią, jednak gdy tylko starał się jej jakoś mocniej przyjrzeć, ta niczym spłoszona młoda łania uciekała bezpowrotnie.
Gdy właśnie po cichu zakradał się do swojej zdobyczy, która nieświadomie pasła się, a jej delikatny, niewyraźny szum wyjątkowo drażnił młodego nastolatka, coś, lecz tym razem nie on sam spowodował, że zniknęła równie szybko i niespodziewanie jak się pojawiła.
Coś jak jasny grom strzeliło w umysł lwa, wypełniając całą wolną przestrzeń i niemalże krzycząc w młodym lewku.
Myśl była nieznośnie głośna, wręcz darła się, brzydko mówiąc, a młody lwiak nie miał pojęcia jak ją uciszył. W dodatku nie do końca rozumiał co tak dokładnie rozbrzmiało w jego głowie. Był na tyle skupiony, że czuł jak wewnątrz wręcz miota się i szamocze, z bólu zadawanego mu przez hałas w jego głowie, jednak siedział nieruchomo, zaciskając jedynie nerwowo powieki.
W końcu różne warstwy wyrazu krążącego po głowie nastolatka nałożyły się na siebie, tworząc spójną całość i teraz już bez wysiłku był w stanie zrozumieć słowo, a nawet je powtórzyć. Nyuma, Nyuma, Nyuma...
Nyuma.
Wydobył z siebie nagle, całkiem głośno. Dwa nowo poznane lwy jak jeden mąż odwróciły głowę w jego stronę. Lewek nie odwrócił wzrok z płomieni.
Kremowe samce spojrzały po sobie.
-Mógłbyś powtórzyć?-rzucił Choi, nie będąc do końca pewnym, czy lew najzwyczajniej w świecie nie postradał zmysłów.
-Nyuma. Właśnie sobie przypomniałem. Nazywam się Nyuma-odpowiedział, z każdym słowem coraz bardziej uśmiechając się promieniście.
Hey, hi, hello drodzy kamraci.
Troszkę mnie nie było, ale postanowiłam wziąć się za pisanie. Dokończyłam ten rozdział specjalnie dla was, choć naprawdę mało osób czyta tego bloga, stwierdziłam, że ta historia jest zbyt zagmatwana i skomplikowana, więc zamiast trzymać was w niepewności, czy będę ją pisać czy nie, rozpocznę coś nowego, o mniej skomplikowanej fabule, co będę mogła pisać z przyjemności, zamiast dwoić się i troić co powinnam napisać w kolejnym rozdziale.
Stwierdziłam, że powrót do korzeni zawsze jest dobry, dlatego zapraszam was na Król Lew: Utracone Gwiazdy, czyli nową historię Mheetu, braciszka Nali, który w mojej wersji sporo namiesza w wizerunku Lwiej Ziemi.
Mam nadzieję, że historia wam przypadnie do gustu. Jest ona wzorowana na pewnej teorii, która wywołała u mnie jedno wielkie wow, dlatego uważam, że taka mała zmiana normalnego wizerunku Lwiej Ziemi przydałaby się w tym fandomie.
Historii Nyumy nie zawieszam, jednak będę pisała bardzo nieregularnie, niewykluczone, że z dużymi przerwami, bo tak jak pisałam wcześniej, prowadzę tego bloga bardziej dla siebie, niż dla czytelników.
Pozdrawiam was serdecznie
~Roselina

Yay! Kolejny rozdział! Cudowny jak zawsze, cieszę się, że go dodałaś i liczę, że mimo wszystko wkrótce napiszesz coś jeszcze :)
OdpowiedzUsuń