sobota, 2 lutego 2019

Prolog

...Ból...
Rozdarł jego serce jak błyskawica.
...Krzyk...
Wydobył się z jego pyska, wzywając o pomoc kogokolwiek. Nikt nie przybył.
...Szum...
Dopłynął do jego uszu jak delikatna melodia, tuląc ciało szarego lwa w namiętnym uścisku i pozostawiając jedno...
...Zwątpienie...
czy jego dotychczasowe życie było prawdziwe.
Nie wiedział co się stało. Instynkt kazał mu poddać się nurtowi rzeki. Bezpośrednia walka z żywiołem nie skończyłaby się bowiem nań zwycięstwem. 
Nyuma zamachnął się łapami, drastycznie usiłując złapać choćby najmniejszy haust powietrza. Udało się. Drogocenny tlen wypełnił płuca nastolatka, niosąc chwilowy spokój. Ułamek sekundy później lew musiał jednak na nowo walczyć o choćby najmniejszy wdech. 
Wszystko to obserwował jego ojciec. Mkusani siedział obserwując daremną walkę lwa. Wszystko szło zgodnie z planem. Młodzieniec nie miał szans na dobicie do brzegu, każdy oddech wymagał od niego ogromnego wysiłku, dlatego pisana była mu śmierć. Długa, bolesna śmierć i zapomnienie. Władca królestwa Kujiva parsknął na samą myśl o tym, że imię tego pchlarza oznacza dokładnie to samo. Zapomnienie.
Nyuma dalej nie wiedział co się stało. Był z ojcem na patrolu, kiedy ten nagle go zaatakował i wypchnął w stronę rzeki. Podmokły grunt nie wytrzymał nagłego obciążenia i osunął się wgłąb Samaki. Jej szybki i silny nurt nie pozwalał lwu na chwilę wytchnienia, książę co chwila gwałtownie szarpał się do góry, w celu wzięcia oddechu. Wiedział jednak, że długo tak nie wytrzyma.
Opadł praktycznie z całych sił, jedynie silna wola przytrzymywała go przy życiu. Jednak i ona w tej chwili go zawiodła.
Nyuma odwrócił się i w tym momencie jego drobne ciało uderzyło z impetem o skałę. Przez moment stracił czucie w ciele, w okolicach uszu i opuszkach łap zrobiło mu się gorąco a widok przed oczami pokryła całkowita ciemność.
Nawet szum powoli ucichł, a ostatnim co zdołał zobaczyć były lśniące w ciemności, pełne triumfu i dumy oczy jego ojca.
....Ciemność...
Pochłonęła go całkowicie...
Nie wiem czy ktoś pamięta moje paplaniny o tym, że wrócę z petardą.
Nie? Nie dziwi mnie to. Jakby na to nie patrzeć, trochę czasu minęło... *patrzy w kalendarz i drapie się po głowie*
W każdym bądź razie, oto ta moja petarda. Dość cicho wybuchła, co nie?
Z prostej przyczyny- przestaję pisać dla ludzi, piszę tylko dla siebie. Stwierdziłam, że zbyt długo starałam wymyślić coś co trafiłoby w gusta moje i innych osób z fandomu, zważywszy na to, że jestem po prostu dziwna, więc ruszę po prostu z tą historią, która może być momentami dość kontrowersyjna, jednak ma to tylko i wyłącznie na celu podkreślenie okrutności niektórych wydarzeń.
Nie wiem czy ktoś pamięta na czym miała opierać się fabuła tego bloga, jeżeli nie to odsyłam do zakładki O blogu, jeżeli tak, to gratulacje- macie dobrą pamięć, przy czym zaoszczędziliście dobre pięć minut swojego czasu.
Mam wrażenie, że los tego bloga potoczy się nieco inaczej niż reszty moich historii, bo trzymam go w wersjach roboczych od podajże sierpnia, włożyłam w sam wygląd i niektóre designy wiele roboty, w międzyczasie zdążyłam dobrze przemyśleć i zaplanować zdarzenia no i poniekąd związać się sentymentalnie z bohaterami. Pozostaje jedynie kwestia umiejętnego przelania myśli na papier, z czym jak sami wiecie nie idzie mi zbyt dobrze.
/\
|
Gdyby chciał ktoś promować, to macie tutaj brzydki, bo brzydki, ale zawsze jakiś, baner do wklejenia na własną stronę
Pozdrawiam was bardzo serdecznie, do zobaczenia w następnym rozdziale
~Rosa